sobota, 30 kwietnia 2016

2. Cały czas mam Cię przed oczami ! Wiesz ??

- Brittany .
- We własnej osobie .
- Ale ... - nie ukrywał zaskoczenia czarnowłosy .
- Cóż , niezłe przywitanie . A gdzie przytulas ? - rozłożyła ręce , w geście powitania dziewczyna .
- Sorry , po prostu , doznałem ...
- Doznałeś szoku , widząc córkę , najgorszej psorki w całym Teksasie , z którą , się przyjaźniłeś , po kryjomu , tak ?
- Opowiadaj , co tam u Ciebie ? Słyszałam , że reaktywujecie Wasz boysband .
- Widocznie , plotki się szybko rozchodzą , lecz to prawda . Zbieramy się , by wrócić , na piedestał .
- Trzymam , kciuki . Niestety muszę już lecieć , obowiązki wzywają , może się jeszcze spotkamy .
-  Hm może , na imprezie u Kendalla . -
- To zaproszenie  ? - przemknął nikły rumieniec przez buzię Robertson .
-  Możliwe .
- To się zdzwonimy , okej ?
- Masz mój numer  ? - kolejne zaskoczenie zamajaczyło się , w wyrazie twarzy czarnowłosego .
- Hmm , zastanówmy się , mam swoje źródła . Pa , Henderson .


 ,, A jednak , cuda się zdarzają , i to nie tylko od święta . '' - przemknęło mu przez głowę .

Logan , swoje dzieciństwo oraz lata młodzieńcze spędził w małej mieścinie , w południowym Teksasie . I tam uczęszczał do liceum , wraz z grupką kumpli . Tworzyli paczkę , do póki do ich spokojnego zakątka , nie  wparowała , dosłownie , potworzyca z bagien , pani Robertson .
Surowe zasady i punktualność to był jej chleb powszedni  , uczyła matematyki  i nieraz dostawało się od niej prosto z linijki .
Wracając , jej przyjazd , nic by nie zmienił w teamie chłopaków , ale babsko miało jeszcze jedną broń , piękną córkę , o pięknej duszy .
Anioł normalnie . Wysoka średnia , plus charytatywne akcje , w których brała czynnie udział dodawały jej uroku . Czarnowłsy , ujrzawszy ją , zdębiał . Nie mógł , wydusić , ani  jednego słowa w jej obecności . Cud , że się nie udusił . Po pewnym czasie , odważył się do niej pierwszy zagadać i okazało się , że mają wiele wspólnego . Niestety , dla paczki kumpli od podstwówki trzymającej się razem Henderson stracił głowę dla jasnowłosej i cały swój wolny czas poświęcał dla niej . Nigdy jednak , nie zostali parą , za to byli najlepszymi przyjaciółmi .




Pokój szatyna , był pomalowany na jasny brąz wpadający w beż . Jako jedyny z paczki miał ,swoje cztery kąty . Kendall był skazany na Hendersona , a Alexa i Carlos  jakoś na wspólne posłanie  nie narzekali . Wprost przeciwnie , chętnie z niego korzystali , i wtedy daj boże , poduszkę w pobliżu albo słuchawki .

James , rzucił się na łóżku , stojące na środku , pomieszczenia służącego jedynie do spania w jego przypadku . Założył ręce za głowę i wpatrywał się w sufit , myślami krążąc , wokół tych pięknych chwil razem . Miał z Tym defitywnie skończyć , ale nie mógł , tak po prostu wymazać sobie z pamięci osoby , którą kochał ponad swoje siły , z którą planował tak wiele .
Przeniósł na moment swój wzrok na szafkę nocną , obrócił się na prawą stronę i wyciągnąwszy rękę , otworzył ją , zabierając z niej najcenniejszy z wszystkich skarbów.
Jej fotografię .

Kuchnia idealne miejsce na odpoczynek po ciężkim dniu . Tym razem wybrał , je zielonooki , usadawiając się na kręconym się krześle . Opierając się na rękach , zawiesił na moment wzrok na drzwiach wejściowych .

- Nie uwierzysz ? Kogo spotkałem ? - wpadł znienacka , rozpromieniony Logan , przerywając błogie zbieranie myśli koledze .

- Hmm , nie mam pojęcia . - mruknął , zmęczony Schmidt.

- Coś się stało ? - zauważył niemrawą minę przyjaciela , Henderson .

- Chcesz wiedzieć , wkurza mnie fakt , że James musi cierpieć przez taką francę .

- A w ogóle gdzie jest cała zgraja ? -
- Nasze gołąbeczki u siebie a James , w pokoju .
- Musimy mu pomóc .
-  Przydałoby się , a ... wracając do Ciebie , kogo spotkałeś .
- Nie ważne , hmm lecę , bo jestem padnięty i marzę o łóżku , ale najpierw o długiej kąpieli .



 W tym czasie młode małżeństwo , rozkoszowało się chwilami razem , leżąc wtuleni w swoje ciała , przykryci kołdrą po same uszy .

- Wiesz , cieszę się , że mamy siebie . - przerwał panującą ciszę latynos , bawiąc się kosmykami włosów swojej ukochanej .
- Kocham Cię ale Twoje refleksje mnie niepokoją . Od rana mi ,, słodzisz '' .
- Po prostu jesteś dla mnie bardzo ważna .
- Ale z Tym kelnerem , to powinnam Ci dać w tą Twoją rozczochraną czuprynę . - podniosła , się na łokciach blondynka , lustrując wzrokiem twarz Losa . Za to go kochała , za to , że był z nią .
- No dawaj .

- Debil jesteś .- westchnąwszy , obróciła się na drugą stronę .
- Wiem , jesteś na tego debila skazana . Dożywocie murowane .
- Zwariuję z Tobą.

- Też Cię kocham . - podsumował , całą rozmowę , z lekka rozbawiony muzyk , wtulając się w ciało  jasnowłosej .



Maslow podniósł się leniwie z łóżku , spojrzawszy na komórkę , stwierdził , że już pora spania . Jutro czeka go następna porcja tortur pod okiem Gila - ksywka wymyślona przez Carlosa , świetnie pasowała do korpulentnego mężczyzny , tak samo był nieprzyjemny jak smark z nosa .
Wstał , ziewnął przeciągle i usłyszał , melodię do ,, Hello '' Adele ,przyłożył ucho do słuchawki , nie zerknąwszy nawet , kto się do niego dobija o 22 .

- Słucham ?

- James - usłyszał ten harmonijny głos , wypowiadający jego imię zsamą czułością , gdy byli razem ...



OMG - ajsz , wyrobiłam się :P

Risia rządzi :P ( Muszę się pochełpić :P hah ,wybaczcie )

W zakładce macie nową bohaterkę , czekam na Wasze opinie ,
ostatnie komy mnie rozbawiły i jestem mega szczęśliwa ,
że jesteście <3

Całuję i już Wam nie słodzę ;)

Pytania do 3 :

Kto dzwonił do Jamesa ?
Kim tak naprawdę Brittany jest dla Logana ?
I co dziewczyna do niego czuje ?
Czy małżeństwu Losa i Al , ktoś zaszkodzi ? ?

Padnięta , nie wiem czy , są błędy ale chciałam to napisać :)





niedziela, 24 kwietnia 2016

1. Muszę przestać o niej myśleć bo oszaleję ...

Rozdział pisany z myślą o Mary K :) 



Mieszkanie , bynajmniej można rzecz studenckie , i wcale nie mówimy tu o małej powierzchni , do zamieszkania , ale o tym , że większość czasu , grupa przyjaciół , przebywała  z dala od kupionego niedawno , gniazdka .
Praca , męczące treningi i nagonka paparazzi . Tak wygląda życie powracającego małymi kroczkami , na szczyt zespołu Big Time Rush .


- Jezu , jestem padnięty . Gil przesadził . -  oświadczył , skonany latynos .

- W końcu , od tego tu jest , żeby nas cisnąć .- usprawiedliwił swego szefa , za dobry Logan .

- Tak , ale bez przesady , Pośladków nie czuję . -

- Spokojnie , Alexa Ci je wymasuje . - wtrącił swoje trzy grosze Ken .

- Wal się .

- Z Tobą ??  Hmm ,  nie dzięki .

- Zboczeńcy , i tyle . - podsumował , tą , jakże mądrą rozmowę Henderson .

- To Ken , zaczął . - wywalił język ku przyjacielowi , Los , wkładając , ręce do kieszeni .

- Tak , zawsze ja .

- A właściwie , gdzie wcięło , Jamesa ?

- Wyszedł przed chwilą .

- Aham , słyszałesz  naszą rozmowę , tak ?

- Oczywiście , Pena . I wiesz rozmową , bym tego nie nazwał , to raczej  paplanina głupot , którą tworzą wasze małe  móżdżki .- dogryzł swą kąśliwą uwagę , szef, wszystkich szefów jak sam się nazywał , Glickman .
- Hah , dobre . Wyluzuj .



Park o tej porze roku , wydawał się , obrazem , malowanym przez wybitnego artystę .
Niczym jakby Picasso , rozłożył swoje sztalugi .
W tej jesiennej scenerii , przechadzał się wybrukowanym chodnikiem , wysoki szatyn , głowę miał zaprzątniętą , tą samą sprawą , która codziennie go , motywowała i dobijała jednocześnie .
Parę miesięcy temu  jego wybranka serca , którą , miał prosić o rękę , oznajmiła mu , iż , musi wyjechać i nie wie , kiedy wróci .
Szok , gwarantowany , oraz  litania prośb , by jednak została , bo przecież się kochają .
Siedmioletni związek , do cholery nie można tak zakończyć ,
tłumaczenia oczywiście były , że niby kariera.
Trzeba , napomknąć , że Victoria swą drogę zawodową kierowała ku , śpiewaniu .
Otrzymała ciekawą propozycję , koncertowania w zachodniej Kanadzie .
I ją przyjęła , teraz zapewne , odsypia , nocną zabawę w jakimś klubie .
Nie wierzył , że , nie znalazła sobie kogoś , kto był ją pocieszył .
On natomiast , żył , w celibacie , wiadomo  , podrywały go , dziewczyny , nawet jedna wpadła mu w oko , ale , gdy próbował , swoich sił w flircie z nią , przed oczyma  stawała mu postać , ukochanej.


- Ludzie , gdzie Cię wywiało ? - uniósł się zmartwiony głos , blondyna w słuchawce .

- A gdzie hej ? - oburzył się , oczywiście na żarty , szatyn , spacerując , dalej wolnym krokiem .

- Ja się pierwszy zapytałem .

- Mały spacer .

- Tak , w miejsce Twoje i Vic .

- Nie musisz mi o niej wspominać , wiesz doskonale , że , nie myślę o niczym innym .

- Spoko , zbieraj się , szefunio Cię wzywa . Czas przerwy się skończył . Robota wzywa .

- Za 20 minut będę . Pa .


,, Muszę o niej zapomnieć , muszę , bo inaczej zwariuję '' - tą myślą , Maslow zakończył swoją przechadzkę , kierując się w stronę swojego volvo . Inwestycja w  to , cudeńko to , był strzał w dziesiątkę .
Kierując , płynnie , wymijał kolejne samochody . Przywołując cierpkie wspomnienia , uświadomił sobie , iż to koniec . Musi wziąć się w garść i skupić na karierze .



Po wyczerpującym treningu BTR-owcy wybrali się do pobliskiej knajpki  , gdzie mieli , zapchać się czymś , mega kalorycznym - tak to ujął Carlito .
I gdzie , Pena miał się spotkać z Alexą . Jako jedyny z boysbandu miał swoją drugą połówkę , i jako jedyny , królował jako mąż , czym się niemiłosiernie chełpił .
Oświadczył się , w pewen , zwyczajny poranek , obdarzając ukochaną , pierścionkiem z czystego złota . Na większy koszt nie mógł sobie pozwolić lecz , miał skrytą nadzieję , że koncerty , zapełnią nieco jego portfel .



- Poprosimy cztery razy burgera plus frytki a dla mnie sałatkę .  - zamówiła , smakołyki dla brygady żarłoków i dla siebie blondynka .
- Oczywiście , jakby pani czegoś potrzebowała , proszę zawołać. - uniżał się , nie bacząc na wrogie spojrzenia Peny , kelner .

- Nie będzie takiej potrzeby , z pewnością , jako mąż , obsłużę lepiej swoją żonę . - objął ją dając do znacząco do zrozumienia  młodemu , swoją pozycję Los.
- Kochanie .

- Tak ? Nie widziałaś , jak się na Ciebie gapił .

- No normalnie , jak cielę na malowane wrota . -

- Widzisz . Muszę chronić swój najdroższy skarb .

- Oj , nie mulcie . - przewrócił oczami  a potem się uśmiechnął czarnowłosy .
- Logan , mógłbyś , się nie wcinać w tą romantyczną chwilę .

- Spoko , właśnie , muszę załatwić coś na mieście , więc nara .

- Ej , nie zostawiaj nas tu z Tymi , gąłąbkami . - zamruczał , smętnie Maslow .

- Własnie , zabierz nas ze sobą , plis.

- Sorry , nie da rady , miłej zabawy życzę . - pożegnał się , Hendi z grupą , osób sobie bliskich .


Las Angeles , tętniło życiem , wszyscy , już wyszli z pracy i kierowali się do restauracji , by odpoczać po ciężkim dniu .
Henderson, , jako cel , wybrał sklep z przeróżnymi figurkami , kierował się tam dlatego , że jego młodsza siostra Presley miała urodziny dokładnie za dwa tygodnie . A że , czarnowłosy miał zwyczaj wszystko zaplanowywać , o wiele , wiele wcześniej to ,i tak zrobił w tym przypadku . 
Kochał ją , i to bardzo , zawsze się troszczył by była , po prostu  szczęśliwa .
Pełnił też funkcję ojca , który odszedł od nich dziewięć lat temu , umarł na raka przełyku .
Nie męczył się długo , ale , pozostawił po sobie pustę oraz załamaną rodzinę .
W końcu oczom , bruneta ukazał się wybrany budynek . Szara , mała konstrukcja , nie kusiła , do , wejścia , odwrotnie , zniechęcała , klijentów .
W środku , całe regały zajmowały porcelanowe cudeńka , na szczęście chłopak już miał wypatrzony prezent .
Postanowił od razu udać się do kasy .

- Witam Berta .
- Witam , Cię chłopcze , dla młodej .
- A jakby inaczej .
- Hah , 20 dolarów . - wystawił rachunek ,  54 -letni siwy już  , mężczyzna .

- Proszę . - podał wyliczoną sumę , chłopak .

Wziąłszy woreczek z szkatułką , opuścił , źródło zarobku , przyjaciela rodziny Berta Higginsa .
Skierował swe kroku , ku , studio , bodajże chciał jeszcze potrenować .
Dobroduszny menadżer - Kremer wypuścił ich wcześniej , wyjątkowo , może dostał nową perukę na swój łysy czerep - słowa , Jamesa .

Nagle , ni stąd , poczuł , lekkie zderzenie . Uniósł głowę i ujrzał te oczy , które , za każdym razem wywoływały u niego lawinę dreszczy .
- Logan - usłyszał ten głos , ten za którym tak bardzo tęsknił ...



Hej w końcu notka , boże , nie mogłam się doczekać , macie to COŚ powyżej ,
zmotywowała mnie Mary K , swoim jakże świetnym blogiem :)
Rozdział może pojawi się za tydzień , może , kto wie .
Ze mną nic nie wiadomo , ale się postaram , obiecują :)

W 2 rozdziale :

Z kim zderzył się Logan ??
Czy chłopaków nadal będzie tak męczył Gil ?? :P
Czy James zapomni o ukochanej a może , ona się do niego pierwsza odezwie ??

Hmm , będę wdzieczna za komentarze :D

Ps. Mary , trzymam Cię za słowo :)



piątek, 21 sierpnia 2015

Prolog :

                                                            Rozdział pisany z myślą o Fran :* I Eve :* 


Los Angeles, Universal Studios Hollywood i oni ... 

Kendall Schmidt założyciel , zielonooki blondyn stojący z założonymi rękami, wpatrzony za okienny rozgardiasz zwany życiem , nadal singiel ale nie z wyboru, chodziły plotki że związał się z Katelyn, odtwórczynię Jo , ale były to wyssane z palca, bzdury choć dla wielu fanów , ta para serialowa , mogłaby przeistoczyć się w tą najprawdziwszą , z dala od wyuczonych tekstów, kamery . 


Carlos Pena Jr. najzabawniejszy z boysbandu , śmieszek dla wielu, mąż Alexy ,
          która pokochała go za jego przesympatyczną osobowość . 



James Maslow ten przystojny , ten seksowny, ten do którego wzdychają miliony 
nastolatek , stanu wolnego , z trudem przyjął fakt iż jego długoletnia dziewczyna 
Victoria Justice, wybrała karierę zamiast miłości szatyna. 
 

Logan Henderson znaczy dla wielu Loggi, mądrala z serialu, zakochany albo zauroczony  
? Kto wie... w pięknej Mackenzie Vega, siostrze Alexy , dla skojarzenia . 
          Paparazzie , doszukiwało się ,, chemii '' między nim a Erin - grającą Camilę , 

          lecz na marne , łączyła ich tylko przyjaźń a może tylko zwykła, ludzka sympatia.  

 
 Big Time Rush powróciło , chłopcy przemienili się w dojrzałych facetów, z nadzieję odbudowy kariery . Czy im się uda ? 
Może tak , może nie ... 



Hej , przed wami powyżej prolog o BTR . Za tydzień pierwszy rozdział ;)

/ riski